Za chwilę minie drugi tydzień ćwiczeń. Dieta idzie średnio a nawet momentami źle. Dalej daję się skusić na słodycze czy inne bzdury. Dwa razy sam inicjowałem dojadanie.
Dodatkowo już od 2 miesięcy jadłem o w miarę regularnych porach. Mniej więcej co 3 godziny. Teraz po porannej siłowni przed, którą nie jem nic jestem głodny jak nie wiem co. Doprowadza to do tego, że zjadam cały zapas + dokupuję jogurt owocowy.
Podziwiam tych, którym udało się zbudować ładne mięśnie (podkreślam - chodzi mi o wygląd atletyczny a nie koksowy lub zbyt wyrzeżbiony). Zarazem widzę ludzi, którzy ćwiczą od dawien dawna i nie mają praktycznie żadnych efektów. Owszem, podnoszą na klatę po 50-70kg...ale nie mają ładnej sylwetki. Wręcz przeciwnie. Dlatego mam nadzieję, że rok nie pójdzie na marne i w sierpniu 2014r. będę mógł ogłosić sukces. O ile oczywiście wraz z pierwszym śniegiem nie przyjdzie zniechęcenie...
Jedzenie to jednak okropne uzależnienie jest. Przy czym tak naprawdę ja nie lubię jeść np. dla smaku czy coś. Ja po prostu muszę się nawpierdalać do porzygu i dopiero jest mi dobrze, choć jest niedobrze ;) Masakra jakaś.
PS. 4 miesiąc bez kawy :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz